Kanał Ostródzko-Elbląski – 115 km przez pochylnie i śluzy

Pomiędzy Ostródą, Iławą a Elblągiem rozciąga się sieć wodna licząca sobie 150 km wodnych szlaków. Ponad 1/3 przypada na Kanał Ostródzko-Elbląski. To jedna z największych atrakcji turystycznych północnej Polski – w jej skład wchodzi 85 km sztucznych koryt, cztery śluzy, pięć pochylni i ponad 40 mostów i mostków przerzuconych nad jego brzegami.

Najwyższy czas zacząć doceniać zarówno urokliwy zakątek z pięknie ukształtowaną naturą, jak i cud techniki, jakim jest system pochylni autorstwa Georga Jakuba Steenkego. Kanał skończył niedawno 150 lat i wciąż działają wszystkie jego urządzenia, a on stale zaprasza do niezwykłej podróży.

Niezwykłe stopnie wodne. Dzięki nim statki wspinają się po… trawie

Sercem kanału wciąż pozostaje odcinek z pięcioma niezwykłymi pochylniami, dzięki którym jednostki wodne mogą na odcinku 9 km pokonać różnicę wzniesień ocenianą na 99 metrów. Taka różnica dzieli elbląskie Jezioro Drużno od Jeziora Piniewskiego, skąd dalej można dopłynąć aż do Starych Jabłonek przy pomocy systemu całkiem zwyczajnych, a jednak wybudowanych z rozmachem śluz. Steenke jako inspektor wałów i grobli na Żuławach Wiślanych pracujący w Elblągu natknął się tam na dawne plany połączenia ze sobą zachodniej części Prus ze wschodnią. Rozwiązanie wyzwań związanych z różnicą poziomów znalazł w amerykańskim kanale Morris, który już za jego czasów zarósł trawą. Pruski inżynier pojechał do USA i wymyślił sposób na problemy, które przyczyniły się do upadku wodnej drogi w Stanach. Tutaj, między Elblągiem a Ostródą, powstał system pochylni z wózkami, transportującymi statki w obie strony na wysokość nawet 26 metrów. Co ciekawe, pochylnie są do dziś napędzane siłą wody i nie wymagają żadnego źródła energii.

Z „Zefirem” przez pochylnie i do wnętrza maszynowni

Całuny, Jelenie, Oleśnica, Kąty i Buczyniec – to nazwy wszystkich pięciu pochylni na Kanale Ostródzko-Elbląskim. W tym ostatnim miejscu znajdziemy przystań, w której cumuje wygodny statek wycieczkowy „Zefir” na 40 osób. Można nim popłynąć w górę i w dół pochylni, by z bliska zobaczyć sposób działania jedynej na świecie konstrukcji do transportu statków w nietypowym dla nich kierunku. Po niespiesznym rejsie można zwiedzić maszynownię pochylni i poznać zasadę działania tej nieomal perpetuum mobile. Statek wypływa na ten fragment Kanału od połowy kwietnia do połowy października. Początek i koniec podróży zawsze wypada na przystani w Buczyńcu, więc jest znakomita opcja na całodzienną wyprawę samochodem z Malborka, Elbląga, Iławy czy Ostródy.

Miłomłyn – wodne miasteczko nad śluzą

Na życzenie grup zorganizowanych „Zefir” może rozpocząć swoją marszrutę w Miłomłynie. To piękne miasteczko z wodnym rozwidleniem i śluzą. Są tu także dwie przystanie, w tym ciesząca się wielką sławą wśród mazurskich wodniaków Przystań na Wyspie. W czasach świetności Kanału w Miłomłynie funkcjonowały nawet stocznia remontowa i tartak, a samo miasteczko dorobiło się oświetlenia gazowego. Stąd też ogromny jak na dwutysięczną miejscowość neogotycki kościół św. Bartłomieja.

Akweduktem Karnickim na najdłuższe jezioro w Polsce

Z Miłomłyna w stronę pochylni płynie się przez dwa urocze warmińskie jeziora: Ilińskie i Ruda Woda we wrześniu i październiku „Zefir” zaprasza zorganizowane grupy na specjalny rejs wodami tych akwenów, pięknych zwłaszcza późnym latem i wczesną jesienią. Można stąd drugą odnogą Kanału dopłynąć do Jezioraka i Iławy, niezwykle atrakcyjnych i coraz popularniejszych miejsc na turystycznej mapie naszego kraju. Płynąc tam, dotrzemy do jednego z najbardziej niezwykłych miejsc w Polsce, czyli Akweduktu Karnickiego. Steenke, projektując ten szlak, zrezygnował ze śluzy na rzecz sztucznie usypanej grobli przez całą szerokość Jeziora Karnickiego. Wewnątrz niej… płynie woda, tworząc naturalny akwedukt. Dalej, wypływając na Jeziorak, możemy dotrzeć do Zalewa przez Kanał Dobrzycki, przekopany jeszcze przez Krzyżaków. W okolicy Siemian warto zobaczyć z kolei Jezioro Jasne z szafirową wodą przypominającą raczej wybrzeże Dalmacji.

Co Kanał ma wspólnego z żeglugą po oceanach, czyli Tunel w Starych Jabłonkach i sosny taborskie

Udając się z Miłomłyna w stronę Ostródy, dotrzemy do kolejnej atrakcji – niedaleko Starych Jabłonek Kanał płynie… w tunelu pod nasypem linii kolejowej Toruń-Olsztyn. Wbrew pozorom można go przepłynąć nawet dużą jednostką. Dlaczego szlak Steenkego dociera właśnie tutaj? Powodem jest największe bogactwo regionu, które w XIX wieku eksportowano na cały świat. Chodzi o słynne sosny taborskie z lasów niedaleko Starych Jabłonek, które jak żadne inne nadawały się na… maszty do żaglowców. Gdy skończono budowę tego szlaku (właśnie po to, by łatwiej było transportować pnie z terenu Warmii), okazało się, że po morzach pływają już jednostki parowe i motorowe. Ale i tak w okresie przedwojennym Kanał Ostródzko-Elbląski był celem niesłychanej liczby wycieczek z całych Niemiec – współczesny ruch turystyczny nie osiąga nawet 1/4 natężenia rejsów z tamtych czasów. Jeśli weźmiemy pod uwagę, że na wodnym szlaku pracują wciąż te same urządzenia, Kanał może pozostać symbolem ujarzmienia sił natury bez jej zniszczenia, za to z wykorzystaniem ogromnego potencjału zbiorników wodnych.